Witam w moim pierwszym wątku na tym forum. Jego przedmiotem będzie konstrukcja, którą zbudowałem już dwa i pół roku temu. W tym czasie nic się nie zepsuło, ani spaliło, więc mogę się wreszcie pochwalić ;-)
Geneza jest krótka. Przyszedł czas, w którym zapragnąłem stereo w sypialni. Ponieważ mam bardzo szerokie porównanie, chciałem czegoś, co daleko przekraczało mój niewielki budżet. Jednocześnie upłynęło już dużo czasu odkąd zbudowałem coś samemu (wcześniej głównie gitarowe wzmacniacze lampowe oraz inna, drobna elektronika). Postanowiłem zbudować swoje własne GŁOŚNIKI! Jednak mając na tyle dużo pokory wobec tego trudnego tematu, pomyślałem, że musi to być coś łatwego. Coś, co zagwarantuje mi dobry efekt. Coś, co pozwoli mi uniknąć trudnego do przełknięcia rozczarowania. Równocześnie - nie pamiętam już jakimi drogami - poznałem świat głośników szerokopasmowych. Pomyślałem, że to niezły pomysł, ominę tym sposobem rzecz najtrudniejszą - zwrotnicę. Podział pasma, dopasowanie i zgranie co najmniej dwóch głośników, wydawało mi się wtedy rzeczą zbyt trudną na pierwszą moją konstrukcję. Choć właściwie tak nie myślałem, moją intencją było zbudowanie głośników i już, nie planowałem żadnych innych. To miała być jednorazowa przygoda. Choć czas pokazał, że wpadłem po uszy (teraz projektuję już czwarty autorski zestaw), wtedy miało być prosto i skutecznie. Poszukiwania odpowiedniego przetwornika to był mały koszmarek. Długo nie mogłem się zdecydować, w grę wchodziły m.in. Fostexy, Sonido… Mnóstwo przeczytanych opinii, wiele godzin buszowania online. W końcu trafiłem na Cube Audio. Zatelefonowałem do właściciela tej marki, okazał się być bardzo konkretnym, rzeczowym i miłym człowiekiem. Uzyskałem od niego tak wiele informacji, że postanowiłem zaryzykować. Kilka dni później były już u mnie. Jestem straszliwym asekurantem, więc pierwszym krokiem było zbudowanie obudowy testowej. Założenia były dość głupie - miała się zgadzać objętość, była rurka PCV do sprawdzenia strojenia bass refleksu, ale grubość ścianki MDF to 6 mm… Wyglądało to tak:


Widzimy tu moje testowe pudła w towarzystwie dobrze znanych kolumienek Yamaha Piano Craft, których wtedy używałem w salonie.
Test wypadł obiecująco. Właściwie to za mało powiedziane - dopadła mnie euforia! Możliwości 6,5 cala pokazały, że malutkie Piano Crafty zwyczajnie nie dają rady w salonie. W mojej głowie pojawiło się ogromne zamieszanie - miałem budować stereo do sypialni - a tu mój wierny, od dwunastu lat eksploatowany Piano Craft okazał się cieniutki, słabiutki… Te szerokopasmówki miałem zamontować w specjalnie zaprojektowanych obudowach przeznaczonych do umieszczenia na ścianie (o dość skomplikowanym kształcie). Nastąpił zwrot, moje myślenie o nowym stereo skierowałem w stronę salonu! Obudowa testowa… Szkoda jej. Tyle się nakleiłem, ciąłem, szlifowałem. Ale 6 mm? Mało, mało, mało! Okleić tę obudowę kolejną warstwą? Hmm… A gdyby tak wykorzystać ten fakt, skleić drugą, większą obudowę, a szczelinę między nimi wypełnić PIASKIEM.

Zakupu dokonałem w sklepie zoologicznym :-) Gradacja: 0,1 do 0,3 mm.

Tym sposobem pozbyłem się resztek wilgoci z piasku.

Tu widzimy obie obudowy - wewnętrzną i nową, zewnętrzną.


A tak zaprezentowały się obie obudowy po ich zespoleniu.

Wycinanie otworów. Nie posiadam wyrafinowanych narzędzi w postaci frezarki górnowrzecionowej, radzę sobie, jak mogę.

Przednia ścianka później zyska jeszcze dodatkową warstwę 6 mm MDF plus fornir.


A tu widzimy obudowy zasypane piaskiem.

Mimo obecności piasku uznałem, że wzmocnię i usztywnię obudowę żeberkami. Mieszanki wełny i sztucznego włókna od Monacora nie muszę specjalnie przedstawiać.

Obudowy z doklejoną przednią ścianką, licującą z koszami głośników.

Przyszedł fornir. Paski.

Stare graty przydały się w roli docisku. To jeden z moich gitarowych wzmacniaczy lampowych i dwie "paczki" gitarowe. Również DIY.

Przyklejony, nielakierowany fornir.




A oto i efekt końcowy! Fornir przyklejony najtańszym klejem polimerowym (Dragon), obudowa zresztą też klejona Dragonem - do drewna (typ wikolowy). Lakier? Nie pamiętam producenta, ale to półmat, nakładany wałkiem, kilka warstw. Lakier, szlif, lakier, szlif, lakier…



Urodził mi się syn! Wspaniale, ale… te małe, wszędobylskie rączki! Delkatna, papierowa tubka głośnika szerokopasmowego nie ma szans. Musiałem coś wymyślić. Tkanina nie podołałaby temu ciężkiemu zadaniu. W końcu znalazłem metalową siatkę. Wiem, nie jest piękna. Ale skutecznie CHRONI.



Piano Craft poszedł pod młotek. Ale bez wzmacniacza nie da się słuchać muzyki. Musiałem więc zbudować wzmacniacze napędzające to, co już zbudowałem. Znów burza mózgu. Znów poszukiwania. Gainclone, LM4780, układ równoległy. Wiem, to rozwiązanie daleko nadmiarowe. Transformator 150VA, dwa wzmacniacze 60W pracujące równolegle na jeden sześćdziesięciowatowy głośnik. To rzeczywiście marnotrawstwo (choć znajdzie się sporo osób, które idą jeszcze dalej - zupełnie niepotrzebnie i bez efektu).
Mam stereo w… salonie! A miało być w sypialni. Wszystko poszło nie tak ;-) Ten zestaw zabrzmiał zbyt dobrze, żeby go zamykać w 15 m^2. Ale… Nie jest tak pięknie, jak niektórzy entuzjaści szerokopasmówek piszą. Nierówno. Środkiem. Potrzeba korekcji. Jak to zrobić? Najprościej! Kupiłem korektor Techicsa (SH8045), zrobiłem pomiary, ustawiłem korekcję na stałe (wylutowałem potencjometry zastępując je rezystorami o odpowiedniej wartości). No i mam. Zestaw, który gra. Z perspektywy czasu oczywiście widzę wszystkie słabe strony tego rozwiązania, a więc przede wszystkim:
1. mniejsza szczegółowość związana z większymi zniekształceniami
2. duża kierunkowość źródła (o wiele większa dla wysokich częstotliwości niż standardowego tweetera)

To jest mój instrument pomiarowy.

To jest charakterystyka częstotliwościowa mojej konstrukcji bez korekcji.

Tu - po korekcji.

Faza.

Zniekształcenia. Taaak. To nie wygląda najlepiej. 4% w okolicach 1kHz i nieco mniej w pobliżu 500Hz. Co ciekawe, później nabyłem przetworniki z membraną węglową produkcji STX (tak, nietrudno wywnioskować ,że Cube Audio były / są wytwarzane właśnie tam). Przetworniki z membraną węglową STX również wykazują podobne (choć nieco mniejsze) problemy w okolicach 1kHz. Wielu je chwali. Ja wiem jedno - po ostatnich podwyżkach cen (180zł za 6,5 cala) te przetworniki dla mnie nie są już konkurencyjne. Chyba, że producent zastosuje jakieś skuteczne antidotum na w/w bolączki. Potrzeba tu odpowiedniego materiału do tłumienia rezonansów własnych membrany. Mam jednak wrażenie, że oni nie dbają, albo wręcz nie mają świadomości tych przypadłości. Mam to jednak w nosie, ponieważ znalazłem naprawdę dobre przetworniki, które nie tylko są czyste w średnicy, ale również o wiele czystsze w dole pasma (co dowodzi, że "wrzucenie" miedzi w napęd powinno być poparte jakimiś pomiarami, symulacjami komputerowymi, etc.). Mam wrażenie, że STX zastosowało to rozwiązanie "na pałę". Przyniosło to jakąś poprawę, ale można o wiele lepiej. Wskazówka? Wavecor. Ale to już inna historia.

A to? To małe, obok F180? No, w końcu zbudowałem stereo do sypialni. O wiele mniejsze i w dodatku pasywne. Zrobiłem tak z czystej ciekawości. Nie pisałem jeszcze, że gardzę pasywnymi zestawami. Kable? Strata. Pasywna zwrotnica? STRATA! To strata pieniędzy i wysiłku. Ale zbudowałem je, bym mógł w pełni gardzić "pasywkami". Ale to opiszę już następnym razem…
Geneza jest krótka. Przyszedł czas, w którym zapragnąłem stereo w sypialni. Ponieważ mam bardzo szerokie porównanie, chciałem czegoś, co daleko przekraczało mój niewielki budżet. Jednocześnie upłynęło już dużo czasu odkąd zbudowałem coś samemu (wcześniej głównie gitarowe wzmacniacze lampowe oraz inna, drobna elektronika). Postanowiłem zbudować swoje własne GŁOŚNIKI! Jednak mając na tyle dużo pokory wobec tego trudnego tematu, pomyślałem, że musi to być coś łatwego. Coś, co zagwarantuje mi dobry efekt. Coś, co pozwoli mi uniknąć trudnego do przełknięcia rozczarowania. Równocześnie - nie pamiętam już jakimi drogami - poznałem świat głośników szerokopasmowych. Pomyślałem, że to niezły pomysł, ominę tym sposobem rzecz najtrudniejszą - zwrotnicę. Podział pasma, dopasowanie i zgranie co najmniej dwóch głośników, wydawało mi się wtedy rzeczą zbyt trudną na pierwszą moją konstrukcję. Choć właściwie tak nie myślałem, moją intencją było zbudowanie głośników i już, nie planowałem żadnych innych. To miała być jednorazowa przygoda. Choć czas pokazał, że wpadłem po uszy (teraz projektuję już czwarty autorski zestaw), wtedy miało być prosto i skutecznie. Poszukiwania odpowiedniego przetwornika to był mały koszmarek. Długo nie mogłem się zdecydować, w grę wchodziły m.in. Fostexy, Sonido… Mnóstwo przeczytanych opinii, wiele godzin buszowania online. W końcu trafiłem na Cube Audio. Zatelefonowałem do właściciela tej marki, okazał się być bardzo konkretnym, rzeczowym i miłym człowiekiem. Uzyskałem od niego tak wiele informacji, że postanowiłem zaryzykować. Kilka dni później były już u mnie. Jestem straszliwym asekurantem, więc pierwszym krokiem było zbudowanie obudowy testowej. Założenia były dość głupie - miała się zgadzać objętość, była rurka PCV do sprawdzenia strojenia bass refleksu, ale grubość ścianki MDF to 6 mm… Wyglądało to tak:


Widzimy tu moje testowe pudła w towarzystwie dobrze znanych kolumienek Yamaha Piano Craft, których wtedy używałem w salonie.
Test wypadł obiecująco. Właściwie to za mało powiedziane - dopadła mnie euforia! Możliwości 6,5 cala pokazały, że malutkie Piano Crafty zwyczajnie nie dają rady w salonie. W mojej głowie pojawiło się ogromne zamieszanie - miałem budować stereo do sypialni - a tu mój wierny, od dwunastu lat eksploatowany Piano Craft okazał się cieniutki, słabiutki… Te szerokopasmówki miałem zamontować w specjalnie zaprojektowanych obudowach przeznaczonych do umieszczenia na ścianie (o dość skomplikowanym kształcie). Nastąpił zwrot, moje myślenie o nowym stereo skierowałem w stronę salonu! Obudowa testowa… Szkoda jej. Tyle się nakleiłem, ciąłem, szlifowałem. Ale 6 mm? Mało, mało, mało! Okleić tę obudowę kolejną warstwą? Hmm… A gdyby tak wykorzystać ten fakt, skleić drugą, większą obudowę, a szczelinę między nimi wypełnić PIASKIEM.

Zakupu dokonałem w sklepie zoologicznym :-) Gradacja: 0,1 do 0,3 mm.

Tym sposobem pozbyłem się resztek wilgoci z piasku.

Tu widzimy obie obudowy - wewnętrzną i nową, zewnętrzną.


A tak zaprezentowały się obie obudowy po ich zespoleniu.

Wycinanie otworów. Nie posiadam wyrafinowanych narzędzi w postaci frezarki górnowrzecionowej, radzę sobie, jak mogę.

Przednia ścianka później zyska jeszcze dodatkową warstwę 6 mm MDF plus fornir.


A tu widzimy obudowy zasypane piaskiem.

Mimo obecności piasku uznałem, że wzmocnię i usztywnię obudowę żeberkami. Mieszanki wełny i sztucznego włókna od Monacora nie muszę specjalnie przedstawiać.

Obudowy z doklejoną przednią ścianką, licującą z koszami głośników.

Przyszedł fornir. Paski.

Stare graty przydały się w roli docisku. To jeden z moich gitarowych wzmacniaczy lampowych i dwie "paczki" gitarowe. Również DIY.

Przyklejony, nielakierowany fornir.




A oto i efekt końcowy! Fornir przyklejony najtańszym klejem polimerowym (Dragon), obudowa zresztą też klejona Dragonem - do drewna (typ wikolowy). Lakier? Nie pamiętam producenta, ale to półmat, nakładany wałkiem, kilka warstw. Lakier, szlif, lakier, szlif, lakier…



Urodził mi się syn! Wspaniale, ale… te małe, wszędobylskie rączki! Delkatna, papierowa tubka głośnika szerokopasmowego nie ma szans. Musiałem coś wymyślić. Tkanina nie podołałaby temu ciężkiemu zadaniu. W końcu znalazłem metalową siatkę. Wiem, nie jest piękna. Ale skutecznie CHRONI.



Piano Craft poszedł pod młotek. Ale bez wzmacniacza nie da się słuchać muzyki. Musiałem więc zbudować wzmacniacze napędzające to, co już zbudowałem. Znów burza mózgu. Znów poszukiwania. Gainclone, LM4780, układ równoległy. Wiem, to rozwiązanie daleko nadmiarowe. Transformator 150VA, dwa wzmacniacze 60W pracujące równolegle na jeden sześćdziesięciowatowy głośnik. To rzeczywiście marnotrawstwo (choć znajdzie się sporo osób, które idą jeszcze dalej - zupełnie niepotrzebnie i bez efektu).
Mam stereo w… salonie! A miało być w sypialni. Wszystko poszło nie tak ;-) Ten zestaw zabrzmiał zbyt dobrze, żeby go zamykać w 15 m^2. Ale… Nie jest tak pięknie, jak niektórzy entuzjaści szerokopasmówek piszą. Nierówno. Środkiem. Potrzeba korekcji. Jak to zrobić? Najprościej! Kupiłem korektor Techicsa (SH8045), zrobiłem pomiary, ustawiłem korekcję na stałe (wylutowałem potencjometry zastępując je rezystorami o odpowiedniej wartości). No i mam. Zestaw, który gra. Z perspektywy czasu oczywiście widzę wszystkie słabe strony tego rozwiązania, a więc przede wszystkim:
1. mniejsza szczegółowość związana z większymi zniekształceniami
2. duża kierunkowość źródła (o wiele większa dla wysokich częstotliwości niż standardowego tweetera)

To jest mój instrument pomiarowy.

To jest charakterystyka częstotliwościowa mojej konstrukcji bez korekcji.

Tu - po korekcji.

Faza.

Zniekształcenia. Taaak. To nie wygląda najlepiej. 4% w okolicach 1kHz i nieco mniej w pobliżu 500Hz. Co ciekawe, później nabyłem przetworniki z membraną węglową produkcji STX (tak, nietrudno wywnioskować ,że Cube Audio były / są wytwarzane właśnie tam). Przetworniki z membraną węglową STX również wykazują podobne (choć nieco mniejsze) problemy w okolicach 1kHz. Wielu je chwali. Ja wiem jedno - po ostatnich podwyżkach cen (180zł za 6,5 cala) te przetworniki dla mnie nie są już konkurencyjne. Chyba, że producent zastosuje jakieś skuteczne antidotum na w/w bolączki. Potrzeba tu odpowiedniego materiału do tłumienia rezonansów własnych membrany. Mam jednak wrażenie, że oni nie dbają, albo wręcz nie mają świadomości tych przypadłości. Mam to jednak w nosie, ponieważ znalazłem naprawdę dobre przetworniki, które nie tylko są czyste w średnicy, ale również o wiele czystsze w dole pasma (co dowodzi, że "wrzucenie" miedzi w napęd powinno być poparte jakimiś pomiarami, symulacjami komputerowymi, etc.). Mam wrażenie, że STX zastosowało to rozwiązanie "na pałę". Przyniosło to jakąś poprawę, ale można o wiele lepiej. Wskazówka? Wavecor. Ale to już inna historia.

A to? To małe, obok F180? No, w końcu zbudowałem stereo do sypialni. O wiele mniejsze i w dodatku pasywne. Zrobiłem tak z czystej ciekawości. Nie pisałem jeszcze, że gardzę pasywnymi zestawami. Kable? Strata. Pasywna zwrotnica? STRATA! To strata pieniędzy i wysiłku. Ale zbudowałem je, bym mógł w pełni gardzić "pasywkami". Ale to opiszę już następnym razem…
Skomentuj