Witam wszystkich forumowiczów i tych z poza forum...
Od bardzo dawna chodzi mi po głowie pomysł z regeneracją, a właściwie gruntowną modernizacją kolumn SPACE '86. Posiadam ich 2 komplety i jeden z nich modernizuję celem uruchomienia sprzętu stereo w salonie. Tylko stereo, ponieważ głównie do odsłuchu audio.
Przetworniki pozostały oryginalne, acz nowe - przy czym bass jest chyba wersją wzmocnioną lub jakąś równoważną z byłej oferty Tonsila. Zmieniło się rozmieszczenie głośników. Teraz będą współosiowo, symetrycznie na środku kolumn. Ich wymiary pozwalają na estetyczne rozłożenie na całej wysokości frontu. Ponadto wygłuszeniem jest mata bitumiczna samoprzylepna, a dodatkowym "wsadem" będzie coś, co da najlepszy rezultat odsłuchowy. Do wyboru mam: filc tapicerski, owate lub inaczej watolinę, gąbkę tłumiącą gładką samoprzylepną 20mm, lub piankę tapicerską o zróżnicowanej grubości /po prostu nierównomierne odpady z wtryskarki/....zobaczymy. Myślę o gąbce, która z punktu widzenia przetworników powiększy objętość, którą zmniejszyłem wyklejając wnętrze matą bitumiczną. Zatem trochę gąbki na tył, aby rozbić falę stojącą i resztę owata lub gąbka luzem....
Zwrotnice w oryginale tylko kondensatory wymienione na nowe MKT, bo stare uschły....:-), dołożone terminale na tylnych ścianach.
Niniejszym zapraszam do lektury i oceny, jeśli ktoś ma na tyle chęci by zerknąć na coś, co trwa już rok i jeszcze chwilę potrwa. Pracuję nad tym wtedy, gdy wena jest wystarczająco we mnie dojrzała...:-)
Obudowa w większości pozostała oryginalna - chciałem zostać przy założonych kiedyś przez konstruktorów grubościach płyt. Zmienił się front na MDF 18mm z własnoręcznie frezowanymi otworami przy pomocy cyrkla do frezarki również własnoręcznie projektowanego i częściowo wykonanego.
Obudowy "rozbiłem", okleinę usunąłem podgrzewając ją opalarką. Rozbiłem dosłownie, wybijając front /poszedł w komin/ i tył, który jest odzyskany. Miejsca klejenia czyszczone, równane i wklejane na klej, który wypełnił szczelnie połączenia /z założenia obudowy szczelne/. Wkręty tylko na czas klejenia, aby "wycisnąć" klej z połączeń.
Klejenie przedstawiają zdjęcia.

Kolejnym krokiem było czekanie. Myślę, że trwało to około tygodnia w zmiennych warunkach. Leżakowanie obok grzejnika w suchym pomieszczeniu na zmianę z wizytami w chłodnej piwnicy lub garażu. Chciałem pozbyć się efektu schodkowania w przyszłości. Następnie przyszedł czas na wyrównanie powierzchni i przygotowanie do fornirowania, czyli zeszlifowanie nadmiaru kleju, czyszczenie zgrubne całości i szpachlowanie poliuretanową uniwersalną masą szpachlową. Zatem powyższe znów obrazują zdjęcia:

Jak już nabrałem pewności, że obudowy są gładkie i posiadają ładne "kanty", mogłem zabierać się za fornirowanie. Z braku narzędzi radziłem sobie po swojemu. Fornir dębowy docinany tak, aby słoje układały się w miarę jednolicie, aczkolwiek by wyglądały na "naturalny klocek" drewna. Klej Pattex Universal Classic, pędzelek, wałek dociskowy do tapet /bardzo twardy/ oraz wałek kuchenny drewniany, a także klocek miękkiego drewna z zaokrąglonym rogiem i inne takie....
Fornirowanie przebiegało bez najmniejszych komplikacji i mimo iż robione po raz pierwszy w życiu wyszło bardzo zadowalająco. Jeśli ktoś ma obawy przed fornirowaniem, to zapewniam - są nieuzasadnione. To łatwe zadanie. Proces fornirowania trwał kilka dni i był wieloetapowy. Kleiłem naprzemienne ścianki w dwóch kolumnach jednocześnie. Czyli jakby nie liczyć to 3 razy proces był w toku. /1 dzień góry i doły, 2 dzień lewe i prawe i 3 dzień przody i tyły/. Ścisk własnej konstrukcji oparty o płyty dociskowe, wykładzinę dla pewnego docisku krawędzi /wykładzina wgniatając się pod wpływem nacisku ładnie "otula" każde załamanie kształtu w rozsądnych granicach/, podnośnik samochodowy i sufit oraz podłogę garażu.
Tutaj zobrazowane:

Oczywiście pomiędzy każdymi prostopadłymi do siebie bokami należało zeszlifować wystający fornir na "zero" z krawędzią, aby dobrze dokleić kolejny bok. To budziło wiele emocji, ale się udało. Papier na klocku świetnie się sprawdza.
Potem było już przyjemniej. Szlifowanie całości 3 gradacjami papieru i na końcu polerka wełną stalową, aby przy bejcowaniu powierzchnia wybarwiała się jednolicie. Otwory frezowane frezarką ręczną z dorobioną przystawką typu cyrkiel. Środek lakierowany kaponem dla zabezpieczenia i pewności, że maty tłumiące się przykleją.
Znów obrazki:

Wyklejenie całości wnętrza - poza ścianą frontową - matą bitumiczną. Mata ma bardzo dużą masę w stosunku do objętości więc świetnie "dociąża" obudowy i redukuje drgania ścianek. Zdjęcia:

Później były już tylko przymiarki przetworników i trasowanie otworów. Miały być nakrętki kłowe M4, a z powodu trudności z ich wbijaniem skończyło się na wciskanych na klej nitonakrętkach M4, które moim zdaniem są wygodniejsze i lepsze od nakrętek kłowych. Do tego czernione śruby M4 na imbus, które łagodnie współgrają z całością. Zdjęcia:

Po złożeniu na sucho i rozmontowaniu skupiłem się na bejcowaniu bejcą nitro - spokojnie, nie rozpuszcza kleju - bejcowałem gąbką i tamponem z bawełnianej szmaty. Łatwe i przyjemne. Po pierwszym bejcowaniu, które "postawiło" meszek na fornirze zrobiłem szlif wełną stalową. Później 2-ga i 3-cia warstwa bejcy w odstępach około godzinnych. Po bejcowaniu leżakowanie około doby w celu pewnego odparowania rozpuszczalników z forniru. Czas na lakier.... zdecydowałem się na Domalux Super Gold półmat lub satyna. Dobry, twardy i sprawdzony. Za lakiernie posłużył mi garaż - starałem się zwilżyć podłogę i zrosić powierzchnie, z których mógł unosić się pył. Wyszło znośnie. Szlif między warstwami drobnym ziarnem i kolejne warstwy. W sumie, najlepiej z dobrego pędzla...Zdjęcia:

Teraz składanie w całość.

Dopasowanie głośników i wygląd całości będzie zobrazowany niebawem....
Od bardzo dawna chodzi mi po głowie pomysł z regeneracją, a właściwie gruntowną modernizacją kolumn SPACE '86. Posiadam ich 2 komplety i jeden z nich modernizuję celem uruchomienia sprzętu stereo w salonie. Tylko stereo, ponieważ głównie do odsłuchu audio.
Przetworniki pozostały oryginalne, acz nowe - przy czym bass jest chyba wersją wzmocnioną lub jakąś równoważną z byłej oferty Tonsila. Zmieniło się rozmieszczenie głośników. Teraz będą współosiowo, symetrycznie na środku kolumn. Ich wymiary pozwalają na estetyczne rozłożenie na całej wysokości frontu. Ponadto wygłuszeniem jest mata bitumiczna samoprzylepna, a dodatkowym "wsadem" będzie coś, co da najlepszy rezultat odsłuchowy. Do wyboru mam: filc tapicerski, owate lub inaczej watolinę, gąbkę tłumiącą gładką samoprzylepną 20mm, lub piankę tapicerską o zróżnicowanej grubości /po prostu nierównomierne odpady z wtryskarki/....zobaczymy. Myślę o gąbce, która z punktu widzenia przetworników powiększy objętość, którą zmniejszyłem wyklejając wnętrze matą bitumiczną. Zatem trochę gąbki na tył, aby rozbić falę stojącą i resztę owata lub gąbka luzem....
Zwrotnice w oryginale tylko kondensatory wymienione na nowe MKT, bo stare uschły....:-), dołożone terminale na tylnych ścianach.
Niniejszym zapraszam do lektury i oceny, jeśli ktoś ma na tyle chęci by zerknąć na coś, co trwa już rok i jeszcze chwilę potrwa. Pracuję nad tym wtedy, gdy wena jest wystarczająco we mnie dojrzała...:-)
Obudowa w większości pozostała oryginalna - chciałem zostać przy założonych kiedyś przez konstruktorów grubościach płyt. Zmienił się front na MDF 18mm z własnoręcznie frezowanymi otworami przy pomocy cyrkla do frezarki również własnoręcznie projektowanego i częściowo wykonanego.
Obudowy "rozbiłem", okleinę usunąłem podgrzewając ją opalarką. Rozbiłem dosłownie, wybijając front /poszedł w komin/ i tył, który jest odzyskany. Miejsca klejenia czyszczone, równane i wklejane na klej, który wypełnił szczelnie połączenia /z założenia obudowy szczelne/. Wkręty tylko na czas klejenia, aby "wycisnąć" klej z połączeń.
Klejenie przedstawiają zdjęcia.






Kolejnym krokiem było czekanie. Myślę, że trwało to około tygodnia w zmiennych warunkach. Leżakowanie obok grzejnika w suchym pomieszczeniu na zmianę z wizytami w chłodnej piwnicy lub garażu. Chciałem pozbyć się efektu schodkowania w przyszłości. Następnie przyszedł czas na wyrównanie powierzchni i przygotowanie do fornirowania, czyli zeszlifowanie nadmiaru kleju, czyszczenie zgrubne całości i szpachlowanie poliuretanową uniwersalną masą szpachlową. Zatem powyższe znów obrazują zdjęcia:





Jak już nabrałem pewności, że obudowy są gładkie i posiadają ładne "kanty", mogłem zabierać się za fornirowanie. Z braku narzędzi radziłem sobie po swojemu. Fornir dębowy docinany tak, aby słoje układały się w miarę jednolicie, aczkolwiek by wyglądały na "naturalny klocek" drewna. Klej Pattex Universal Classic, pędzelek, wałek dociskowy do tapet /bardzo twardy/ oraz wałek kuchenny drewniany, a także klocek miękkiego drewna z zaokrąglonym rogiem i inne takie....
Fornirowanie przebiegało bez najmniejszych komplikacji i mimo iż robione po raz pierwszy w życiu wyszło bardzo zadowalająco. Jeśli ktoś ma obawy przed fornirowaniem, to zapewniam - są nieuzasadnione. To łatwe zadanie. Proces fornirowania trwał kilka dni i był wieloetapowy. Kleiłem naprzemienne ścianki w dwóch kolumnach jednocześnie. Czyli jakby nie liczyć to 3 razy proces był w toku. /1 dzień góry i doły, 2 dzień lewe i prawe i 3 dzień przody i tyły/. Ścisk własnej konstrukcji oparty o płyty dociskowe, wykładzinę dla pewnego docisku krawędzi /wykładzina wgniatając się pod wpływem nacisku ładnie "otula" każde załamanie kształtu w rozsądnych granicach/, podnośnik samochodowy i sufit oraz podłogę garażu.
Tutaj zobrazowane:






Oczywiście pomiędzy każdymi prostopadłymi do siebie bokami należało zeszlifować wystający fornir na "zero" z krawędzią, aby dobrze dokleić kolejny bok. To budziło wiele emocji, ale się udało. Papier na klocku świetnie się sprawdza.
Potem było już przyjemniej. Szlifowanie całości 3 gradacjami papieru i na końcu polerka wełną stalową, aby przy bejcowaniu powierzchnia wybarwiała się jednolicie. Otwory frezowane frezarką ręczną z dorobioną przystawką typu cyrkiel. Środek lakierowany kaponem dla zabezpieczenia i pewności, że maty tłumiące się przykleją.
Znów obrazki:



Wyklejenie całości wnętrza - poza ścianą frontową - matą bitumiczną. Mata ma bardzo dużą masę w stosunku do objętości więc świetnie "dociąża" obudowy i redukuje drgania ścianek. Zdjęcia:



Później były już tylko przymiarki przetworników i trasowanie otworów. Miały być nakrętki kłowe M4, a z powodu trudności z ich wbijaniem skończyło się na wciskanych na klej nitonakrętkach M4, które moim zdaniem są wygodniejsze i lepsze od nakrętek kłowych. Do tego czernione śruby M4 na imbus, które łagodnie współgrają z całością. Zdjęcia:







Po złożeniu na sucho i rozmontowaniu skupiłem się na bejcowaniu bejcą nitro - spokojnie, nie rozpuszcza kleju - bejcowałem gąbką i tamponem z bawełnianej szmaty. Łatwe i przyjemne. Po pierwszym bejcowaniu, które "postawiło" meszek na fornirze zrobiłem szlif wełną stalową. Później 2-ga i 3-cia warstwa bejcy w odstępach około godzinnych. Po bejcowaniu leżakowanie około doby w celu pewnego odparowania rozpuszczalników z forniru. Czas na lakier.... zdecydowałem się na Domalux Super Gold półmat lub satyna. Dobry, twardy i sprawdzony. Za lakiernie posłużył mi garaż - starałem się zwilżyć podłogę i zrosić powierzchnie, z których mógł unosić się pył. Wyszło znośnie. Szlif między warstwami drobnym ziarnem i kolejne warstwy. W sumie, najlepiej z dobrego pędzla...Zdjęcia:





Teraz składanie w całość.




Dopasowanie głośników i wygląd całości będzie zobrazowany niebawem....
Skomentuj