Widzę że temat spowodował niezłe zamieszanie.Niespodziewałem się prawde mówiąc.
I bynajmniej nie o to mi chodziło.
Cała idea budowy zrodziła się po wrażeniach z odsłuchów "kaszlaczków" w tubie.Gwoździem do trumny była tuba Peaweya przytaszczona od kumpla.
I nie chodzi tu o natężenia,zejścia i takie tam.Tu chodzi o charakter,o brzmienie.Jest to zupełna odwrotność klasycznych konstrukcji.To nie dudni,nie muli.Bas jest krótki,punktowy,no ideał chyba.
Choć nie powiem,kopa to to ma konkretnego,odkręcenie gałki po za godz. 12 grozi wbiciem wraz z fotelem w ściane

Najfajniej jednak było na podwórku,podpiąłem ją pod carpowera.Im dalej od niej tym lepiej grała.Nawet samochody przyhamowywały

Z odleglości ok.20m basik jest kapitalny,elegancko rozkłada się na ciele.Czuć go i słychać pięknie.Szkoda tylko że to takie ciężkie i nie można sobie z tym co chwila pobiegać na dwór.No i cholera sie do bagaznika nie mieści :/
Co do konstrukcji to jest to klasyczne W,głośnik to (beeep) o średnicy (beeep).
Ogólnie mówiąć moja ciekawośc została zaspokojona,zakładany efekt został opsiągnięty w 100%.A że wielkie?Mnie tam nieprzeszkadza.