Ogłoszenie

Collapse
No announcement yet.

Bezkompromisowy gramofon DIY w etapach.

Collapse
X
 
  • Filtr
  • Czas
  • Pokaż
Clear All
new posts

    #41
    Drewno. Obudowę chciałem zrobić z dębu, a marzyłem o jesionie, ale trafiły mi się deski palisandru indyjskiego. Był to fragment stołu i łóżka. Oczarowały mnie.

    Skomentuj


      #42
      Dużym dylematem była forma. Początkowo gramofon miał być trójkątny z oddzielnie stojącym silnikiem i sterowaniem, co wydaje się być najkorzystniejszym rozwiązaniem. Postanowiłem jednak, że Bardzo chcę mieć pokrywę, jako zabezpieczenie przed kurzem i przypadkowym uszkodzeniem ramienia i igły. Wiązało się to z koniecznością wymyślenia miękkiego zawieszenia silnika i upchania zasilania i sterowania możliwie najdalej od wkładki i przewodów sygnałowych, i wykonaniem ekranowania.

      Skomentuj


        #43
        Bardzo mi się podoba ten "Bentley" wśród gramofonów i Twoja pasja i podejście konstruktorskie.

        Skąd pomysł na talerz, czy za użyciem żywicy przemawiały dobre tłumienie drgań, masa, wygląd i jak wykonałeś i rozliczyłeś znaczniki dla stroboskopu?
        Nie myślałeś o delikatnym podświetleniu talerza od wewnątrz.

        Skomentuj


          #44

          Talerz. Początkowa koncepcja zakładała talerz z czarnego granitu lub marmuru, i taki otrzymałem w prezencie. Niestety okazał się nieprecyzyjnie wykonany, a poprawka zbyt skomplikowana. Moje myśli skierowały się w kierunku żywic, które mają zdecydowanie lepszą zdolność tłumienia drgań. W pierwszym okresie skłaniałem się do zastosowania kompozytu żywicy, piasku kwarcowego i miału mosiężnego. Zmieniłem kierunek po wydaniu przez mój ukochany zespół transparentnego winyla, na odlew krystaliczny. Wiązało się to z koniecznością zbudowania komory próżniowej. W czasie całej budowy utrudniałem sobie proces jak mogłem. Pierwsze wykonanie odlewu nie powiodło się na skutek zastosowania do klejenia formy kleju termicznego. Żywica bardzo się grzeje i klej w komorze próżniowej puścił. Zmarnowałem parę kilo żywicy, ale nie ma tego złego....kolor po podświetleniu wyszedł tragiczny. Miała być bardzo ciemna butelkowa zieleń, a pod światło był seledyn . Postanowiłem zmienić kolor na bardziej bezpieczny bursztynowy. Ostatecznie okazało się że wyszedł burak, a po podświetleniu... k... seledyn! Jedyne wyjście to zastosowanie filtra światła i, co mi się bardzo podoba, matowego wykończenia powierzchni.
          Last edited by patefon; 25.09.2021, 17:05.

          Skomentuj


            #45
            To miał być kolor bursztynowy, a wyszedł burgund Ciekawe że po podświetleniu białe światło zmieniało kolor na seledynowy.
            To jest pierwszy odlew w komorze próżniowej. Za pompę z powodzeniem posłużył agregat z lodówki. Przekraczał -0,8 bar.
            Last edited by patefon; 04.10.2021, 13:57.

            Skomentuj


              #46
              za slipmatę robią tu nielicowane okrągłe rzemienie skórzane. Trochę się pobawiłem i wypełniłem otwory w rozecie palisandrem.Tu widać łożysko i kolorowe podświetlenie talerza łącznie z soczewką stroboskopu.

              Dotarliśmy do stabilizacji obrotów. Chcąc posiadać sprzęt o możliwie najwyższych parametrach, bardzo szybko zrezygnowałem z rozwiązań typu Andrzej Analogowy i jego Ad Fontes. Skupiłem się na urządzeniach umożliwiających pełną kontrolę nad obrotami. Mój wybór padł na układy typu Arduino. Samo skompletowanie klocków jest proste, gorzej jeżeli chodzi o oprogramowanie. Poświęciłem na walkę z obcą mi materią bardzo dużo czasu. Zagoniłem do pracy nad problemem dwóch kumpli informatyków podobno mających pojęcie o języku C++. Niestety nie osiągnęliśmy zadowalających efektów. W międzyczasie odkryłem urządzenie oferowane do sprzedaży przez Zontek Turntable, przeznaczone właśnie do konstrukcji DIY i Ad Fontesów i postanowiłem skorzystać. Jest to kontroler mikroprocesorowy oparty o program PID (uczący się). Na zdjęciach widać od spodu talerza tarczę czujnika podczerwieni do odczytywania prędkości obrotowej. Jest to urządzenie precyzyjne i schludne. Bardzo mi się podoba.
              Last edited by patefon; 04.10.2021, 14:08.

              Skomentuj


                #47


                Teraz coś z czego jestem szczerze dumny. Wymyśliłem i wykonałem pneumatyczne nogi do mojego sprzętu. Droga do tego była oczywiście długa i kręta.
                Pierwszym pomysłem było zastosowanie podwójnego dna, gdzie dolne stałoby na kolcach z możliwością regulacji poziomu i oddzielone od drugiego elementami tłumiącymi. Brałem pod uwagę sprężyny i gumy. Sprężyny odrzuciłem z uwagi na tendencję do podskakiwania i niezadowalające tłumienie dźwięków. Pozostały więc gumy. W pierwszym etapie rozważałem zastosowanie jakichś odbojników lub nóżek że sprzętu. Poszukując odpowiedniego detalu pomyślałem o osłonach przegubów, co doprowadziło mnie do pomysłu zamknięcia w nich powietrza. W czasie prób okazało się, że niestety kształt nie zapewniał stabilności bocznej. Wpadłem na pomysł wytoczenia walców i zamknięcie ich membraną, w której miała być osadzona śruba do regulacji, ale pojawiły się w głowie wątpliwości dotyczące szczelności takiego połączenia. Ostatecznie po dogłębnej analizie problemu odwróciłem stopy "do góry nogami" i postawiłem je na membranach. Pierwotnie chciałem zastosować zaworki z dętek rowerowych, ale wtedy trafiłem na ukryte zawory do felg aluminiowych i takie wykorzystałem. W późniejszym czasie okazało się, że uszczelnienie takiej konstrukcji z uwagi na bardzo małą pojemność, jest bardzo trudne. Nawet niezauważalna w wodzie nieszczelność zaworka, połączenia, lub dętki powoduje utratę poziomu i konieczność pompowania. Po walce udało mi się idealnie uszczelnić, ale wtedy już wiedziałem, że będzie modyfikacja. Postanowiłem spiąć wszystkie nogi w jeden układ i dołożyć dodatkowy zbiornik pojemnościowy. Rozwiązanie to zlikwidowało wszystkie upierdliwości prototypu. Podsumowując. Oczywistym stało się wyrzucenie do kosza pomysłu o kolcach, podwójnych dnach i tym podobne bzdury. Dodam jeszcze, że będąc na końcówce prac nad moimi stopami znalazłem w sieci firmę produkującą prawie identyczne podstawy w kosmicznych pieniądzach. Szkoda że znalazłem ją tak późno, bo oszczędziłoby mi to bardzo wiele czasu i troszkę pieniędzy. Na ich stronie są zestawione pomiary skuteczności tłumienia drgań różnych nóżek.
                Last edited by patefon; 02.10.2021, 15:31.

                Skomentuj


                  #48

                  Skomentuj


                    #49

                    Skomentuj


                      #50


                      W czasie użytkowania ramienia zauważyłem błędy konstrukcyjne headshella, postanowiłem więc wykonać nowy. Błędy były trzy.
                      Pierwszy to wykonanie "rączki" jako integralnej części regulowanego elementu mocującego wkładkę. Problemem było notoryczne rozkalibrowywanie ustawienia wkładki przy przestawianiu ramienia.
                      Drugim był zbyt krótki headshell. Błędnie założyłem że wkładki są zbliżonych rozmiarów, i przy zmianie okazało się, że przewody i konektorki mają mało miejsca. Oczywiście dało się je podłączyć, ale źle to wyglądało.
                      Trzecim było dopasowanie kształtu uchwytu do Ortofona 2M. Miałem wersję Red, która mnie rozczarowała. Po zmianie na AT 440 mlb w poprzednim uchwycie wkładka nie prezentowała się za dobrze, i co najważniejsze przesunęła się igła względem osi ramienia. Według mnie jest to niekorzystne, zwłaszcza w ramionach wiszących na strunie, i ta teza potwierdziła się "w praniu". Nowe mocowanie wykonałem niesymetrycznie, tak by można było je obracać.
                      Pozostałem wierny materiałom, według mnie "szlachetnym" i naturalnym, czyli połączeniu rogu jelenia i mosiądzu. Róg charakteryzuje się dużą sztywnością i elastycznością, a do tego jest porowaty co daje mu lekkość. Zmieniłem jeszcze kolor na naturalny. Czarny, moim zdaniem się "gubił".
                      Oceńcie zresztą sami.

                      Skomentuj


                        #51
                        "Wymyśliłem i wykonałem pneumatyczne nogi"


                        Nie żeby złośliwie, ale...
                        Jak tam z trzymaniem ciśnienia? Czy jest stabilne i równomiernie rozkłada się na wszystkie nogi? Co będzie kiedy jedna z nóżek zacznie puszczać ciśnienie, zbiornik będzie to dopełniał, a i tak w jednej nodze nadal będzie go brakować?



                        Skomentuj


                          #52
                          Uszczelnienie było wyzwaniem. Pojemność jednej nogi jest bardzo mała i podejrzewam, że nawet porowatość gumy była zauważalna w dłuższym okresie czasu. Pojawił się również problem z pękaniem membrany na wewnętrznej krawędzi pierścienia. Niestety ten element wykonywał znajomy tokarz, i pomylił się, przez co brakło mięsa na wykonanie dużego promienia. Testowałem różne gumy, i najlepsza okazała się gruba, dobrej jakości, ale zwykła dętka motocyklowa. Wykazuje się ona dużą elastycznością, gazoszczelnością, i jest na tyle mocną że nie pęka.
                          ​​​​​​ Wadą pierwszego rozwiązania była konieczność pompowania osobno każdej stopy, przez co nie posiadały identycznego ciśnienia. Poziomowanie gramofonu było upierdliwe i dość częste. Zastosowałem więc zbiornik o pojemności ok. 0,6 litra i spiąłem z nim wszystkie stopy, co dało idealnie równe ciśnienie we wszystkich i wielokrotnie powiększyło objętość układu. Następną korzyścią jest jeden zaworek do pompowania, czyli zmiana ciśnienia nie zmienia wypoziomowania gramofonu. Po wszystkich korektach i modyfikacjach, nie zauważyłem "osiadania" nawet po kilku miesiącach.
                          Dodam, że takie zawieszenie jest niesamowicie skuteczne. Nawet spore stuknięcie w blat na którym stoi gramofon nie przenosi się na igłę, a co za tym idzie na głośniki. Oczywiście nikt nie stuka w blat jak słucha winyli, ale kieliszki w barku potrafią się czasem odezwać przy chodzeniu, a gramofon już nie. Widziałem testy na oscyloskopie i jest to absolutnie najlepsze rozwiązanie... Chyba że poduszka magnetyczna ale silne pole magnetyczne blisko wkładki to zły pomysł.

                          Skomentuj


                            #53
                            Napiszę jeszcze o problemie, który istnieje we wszystkich manualnych gramofonach, czyli braku autostopu. Nie zdarza mi się zasnąć przy słuchaniu muzyki, lub np. wyjść na ogród i zapomnieć wyłączyć sprzęt, ale nigdy nie można być pewnym przyszłości. Postanowiłem więc wyposażyć mój gramofon w wyłącznik zegarowy. Jest to malutki układ elektroniczny restartowany przy każdym uruchomieniu talerza. Jest on regulowany, a u mnie ustawiony na 32minuty co jest wartością większą od najdłuższej jednej strony płyty. Jest to urządzenie o którym się nie pamięta i nim nie zajmuje, ale daje psychiczny komfort i oszczędza igłę. Myślę że taka innowacja nie zaburza audiofilskiej "surowości" sprzętu

                            Skomentuj


                              #54
                              Wyważałeś talerz ?

                              Skomentuj


                                #55
                                Tak, na wyważarce statycznej. Może dzięki temu, że odlew był robiony w komorze próżniowej, potrzebna korekta była minimalna, co nie znaczy, że było to łatwe.

                                Skomentuj


                                  #56
                                  Co prawda jeszcze nie przemyślałem problemu do końca, ale mam wrażenie, że czasówka się słabo sprawdzi na przykład dla singli czy "epek". Posiadam płyty, które mają czas strony 20min (TheAlanParsonsProject "Pyramid" st.A :20'16).
                                  Nic nie piszesz o zmianie długości czasu wyłączenia, a jeśli nawet jest taki, to spróbowałbym zastosować jednak wyłącznik mechaniczny zależny od wychylenia ramienia. Może krańcówka? Żadnych właściwie przeróbek nie musisz robić, a tylko dołożyć kawałek popychacza do już wychylonego ramienia z wkładką od lewej strony (słabo przemyślane, wybacz, to tylko pomysł).

                                  Skomentuj


                                    #57
                                    Chyba nie przeczytałeś tego co napisałem. Zegar jest tylko zabezpieczeniem przed pozostawieniem włączonego gramofonu z opuszczonym ramieniem na np. całą noc na skutek np. zaśnięcia. Nie jest to próba zmiany na półautomat. Wszystkie, lub prawie wszystkie audiofilskie konstrukcje są full manualne, i jest to uzasadnione możliwym wpływem osprzętu na jakość odtwarzanego dźwięku. Pozostawianie bezproduktywnie pracującej igły na płycie przez wiele godzin jest bez znaczenia jak się ma wkładkę za 100-200złotych, natomiast bardziej wyrafinowanych produktów po prostu szkoda.

                                    Skomentuj


                                      #58
                                      Zamieszczone przez patefon Zobacz posta
                                      Tak, na wyważarce statycznej. Może dzięki temu, że odlew był robiony w komorze próżniowej, potrzebna korekta była minimalna, co nie znaczy, że było to łatwe.
                                      Możesz podać namiar na wyważanie ?

                                      Skomentuj


                                        #59
                                        [Chyba nie przeczytałeś tego co napisałem.]
                                        Jest takie prawdopodobieństwo.
                                        Choć jednego nie rozumiem, audifilizm i oszczędności, jak to się łączy?
                                        Już pisałem, że konstrukcja jest powalająca i oszczędności w niej raczej są mało widoczne, wygląda jak MILION DOLCÓW, ale już nowych płyt w znanych, starych wydaniach raczej się nie zdobędzie i tu właśnie warto wprowadzić oszczędności do maximum. Płyta na talerzu ma być tylko tyle i aż tyle, ile zajmuje jej odtworzenie, a nie 12 minut dłużej i do następnego poranka.

                                        Skomentuj


                                          #60
                                          Zamieszczone przez YasiekCorp Zobacz posta
                                          [Chyba nie przeczytałeś tego co napisałem.]
                                          Jest takie prawdopodobieństwo.
                                          Choć jednego nie rozumiem, audifilizm i oszczędności, jak to się łączy?
                                          Już pisałem, że konstrukcja jest powalająca i oszczędności w niej raczej są mało widoczne, wygląda jak MILION DOLCÓW, ale już nowych płyt w znanych, starych wydaniach raczej się nie zdobędzie i tu właśnie warto wprowadzić oszczędności do maximum. Płyta na talerzu ma być tylko tyle i aż tyle, ile zajmuje jej odtworzenie, a nie 12 minut dłużej i do następnego poranka.
                                          Ja zrozumiałem wpis kolegi patefona o gramofonach audiofilskich jako rezygnację ze wszystkich układów, które mogą, nawet potencjalnie, wpływać ujemnie na dźwięk. Stąd jego uwaga o nie audiofilskim rozwiązaniu autostopu w jego konstrukcji. Natomiast co do ustawienia czasu jego zadziałania można się zastanowić czy w najniekorzystniejszym przypadku odtwarzania 7" płyt 15-17 minut jałowej pracy igły jest bez znaczenia nawet przy rzadkim ich słuchaniu. Z drugiej strony ile razy można o niej zapomnieć lub zasnąć przy jej odtwarzaniu. :)

                                          Skomentuj

                                          Czaruję...
                                          X