Też używam HarzLack i też matowy. Moim zdaniem najlepszy wybór, twardy, pomalowana powierzchnia przy używaniu daje się umyć nie mięknąc i nie zmieniając koloru-struktury po tym. Przy malowaniu zalecam pośpiech, skubany jak jest ciepło dosyć szybko schnie. Ładnie się rozpływa, więc można lekko grubiej spróbować (kwestia wyczucia, czasami warto opalić za pęcherzyków). Nie stosuj żadnych ekologicznych lakierów na stół. Moje doświadczenie jest takie, że nawet te super-duper trwałe, jak poczują spocone dłonie przez dłuższy czas w jednym miejscu (np. podparcie nadgarstka dłoni z myszką zawsze w tym samym miejscu) to miękną i przejmują brud/tłuszcz/cokolwiek. W efekcie masz w lakierze skazę i nie uda Ci się już jej umyć. Cała ta ekologia w lakierach o kant... wiesz co mam na myśli. Wybierz porządny, poliuretanowy lakier i tyle. Acha, marketingowy 3V3 to dopiero jest katastrofa
Co do rad, ja maluję tak:
- byle jak, nie za grubo,
- szlifowanie włosków wszelakich,
- ostrożnie, grubo ale tylko tak, żeby się rozpłynęło a nie zalało, ta warstwa i tak zniknie,
- delikatne szlifowanie tylko aby pościnać ewentualne wystające elementy, w tym jak jakiś paproszek się trafi,
- malowanie na grubo jak stół jest bardziej "warsztatowy" + opalenie pęcherzyków (uwaga, czasami się zapali jak otwartym ogniem, nic strasznego, nie panikować, zwyczajnie zdmuchnąć),
- albo malowanie na cieniutko plus delikatne szlifowanie, znów malowanie na cieniutko i powinno być cacy.
Maluję wałkiem około 15cm szerokości bo tak lubię - koniecznie należy go umyć, wysuszyć i przedmuchać przed użyciem! Można gąbkowym, można włochatym, kwestia wprawy i upodobań (ja wybieram gąbkę). Jak się zaczyna ślizgać, bo za dużo się nabrało na wałek - nie szkodzi, za chwilę zacznie się ładnie obracać i umożliwi rozprowadzenie miejsca gdzie było za tłusto/ślisko. Nie ma co przejmować się, że wychodzą pasy po wałku, drewno wpije i pasy się wyrównają, czyli znikną. Uważać na brzegi, jak zalejesz, to może dosłownie kapać z dolnej krawędzi. Jak lakier wyschnie, to będziesz miał stalaktyty (a może stalagnity?

). Lakier schnie szybko, więc nie wracaj do miejsc już pomalowanych aby poprawić - możesz tylko pogorszyć.
Pierwsze szlifowanie można spróbować po dosłownie 3-4 godzinach (jak się nie będzie pylił, to odpuść). Po szlifowaniu można przedmuchać, ale to nie załatwi sprawy, trzeba przetrzeć miękką szmatką i dopiero można odmuchać, aby pozbyć się ewentualnych włosków ze szmatki. Pyłu ze szlifowania nie usuniesz samym dmuchaniem nawet z kompresora!
Acha, do szlifowania polecam tarczki siatkowe. Skubane są milion pierdylionów razy lepsze niż papier ścierny. Nie zapychają się, zbierają równo, ładnie odpylają jak masz rotacyjną z dobrym odciągiem i sensownie zrobioną stopą w niej. Jedną tarczką... w zasadzie to nie wiem ile można zrobić, nadal używam tej jednej
No i jak przy każdym malowaniu, trzeba mieć dryg do tego, albo wprawę, albo szczęście
Powodzenia.
ps. jak ktoś ma uwagi, bardzo proszę, pisałem z głowy z presją czasową, u mnie malowanie jest "odruchem" więc pytanie o czym zapomniałem?