Wczoraj wieczorem polutowałem wszystkie kondensatory SMD i diody (poza charge pump).
Wnioski, następną płytkę zlutuję lepiej, bo każdy element oznaczał progres w jakości.
Ruski flux TT jest bardzo dobry, bardzo dobrze się nim lutuje i bez niego normalna cyna z kalofonią ledwo chciała się płytki łapać.
Zamiast konektorów samochodowych pasuję zakręcane.
Lepiej zacząć od mniejszych kondensatorów w zasilaczach, gdzie indziej bez znaczenia, miejsca jak w stodole.
Dramatem okazała się dolna strona, ogółem kondensatory SMD to sekcja zasilania, więc każda pada kondensatorów 1uF i 100nF ma punkt wspólny który, łączy się z masą. Patrząc od prawej rząd drugi i czwarty, te miejsca miały niesamowitą pojemność cieplną. Normalnie mroziły mi grot.
Lepiej tu pewnie wyjdą*klasyczne lutownice z grzałką 24V, ja lutowałem gootem RX-802AS i cienka szpilka do SMD głupiała, musiałem zmienić grot na stalowy do bezołowiówki. Co ledwo dało rady, bo pojemność cieplna tych grotów jest bardzo mała.
Ogółem super było by jak wszystkie części były by typu SMD B, bo a to na pierwszy ogień trochę trudne (choć we fluku jak robiłem LI-Ion były jeszcze mniejsze, ale nie było ich tyle).
Poza tym płytkę lutuje się przyjemnie, znalazłem kilka drobnych błędów w swojej liście, wieczorem zrobię update.
Przy okazji sprawdzę czy który kond nie ma zwarcia.
.3lite można bez lutowania scalaków, złożyć wszystko, zasilać pomierzyć czy wszystko z zasilaniem działa ok i dopiero lutować scalaki?
źródło napięcia odniesienia jest wlutowane, ale bez cewki raczej nic mu się nie stanie w razie błędu.


Zostaw komentarz: